Niedoskonała/Nieczytelna/Nieostra heliofigrafia Nicéphore’a Niépce’a, „Widok z okna w Le Gras”, w dniu swojego powstania była najdoskonalszym technicznie zdjęciem na całej kuli ziemskiej i bezapelacyjnie najlepszą fotografią w wielu kategoriach tematycznych, od fotografii pejzażowej, obyczajowej, architektonicznej, technicznej, po naukową, reporterską i na dowolny temat, kończąc.
Chyba nigdy już nie będzie zdjęcia uhonorowanego w tak szerokim zakresie. Być może ostatnia fotografia wykonana przez człowieka będzie miała szansę powtórzyć ten sukces.
Z drugiej strony ta sama heliografia pozbawiona pamięci o niej, pokazana bez podpisu i kontekstu, widziana przez kogoś po raz pierwszy, może mu bardziej przypominać papier zabrudzony czyszczeniem sadzy niż jedno z najświetniejszych osiągnięć w historii ludzkiej cywilizacji, ale to właśnie ona ta nieostra, prawie nieczytelna heliografia stoi u początku fascynującej przygody człowieka z obrazami pisanymi światłem.
Nasze szybkie tele, jasne stalki i inne cudowne obiektywy, analogowe korpusy jak szwajcarski zegarek, cyfrowe body jak kokpit bolidu i te milutkie kompakty, sennie mruczące po kieszeniach, zawsze gotowe do zabawy póki ostatni amper w baterii i oczywiście smartfony, i kino całe, wszytko to zaczęło się w chwili, kiedy dla Niepce’a stało się jasnym, że naświetlone wielogodzinną ekspozycją odwzorowanie widoku z okna w Le Gras nie znika i że już nie zniknie i jest trwałe.
Tego dnia, w którym wykonano pierwszą trwałą heliografię, tuż po zachodzie słońca, Nicéphore zapalił lampę i w migotliwym świetle płomienia po raz kolejny sprawdził czy obrazek na płycie nadal opowiada to co wydarzyło się kilka godzin wcześniej, nic się nie zmieniło, uśmiechnął się, miał o to w ręku, miał dowód, że o 17 tego dnia świat naprawdę był, a On nawet może pokazać jak ten świat wyglądał kilka godzin wcześniej. Nikt nigdy wcześniej nie mógł dokonać takiej bezstronnej weryfikacji. Tego wieczora dzień przestał odchodzić bezpowrotnie.
Kochamy tą pierwszą heliografię za to, że otworzyła nam powszechny dostęp do nieśmiertelności na życzenie, na pstryknięcie.
To trwanie, a nie odwzorowanie/informacja/obrazek jest fundamentalną cechą fotografii, tak oczywistą, że wspominanie o niej wydaje się być banałem. A to właśnie takie proste konstatacje prawdziwie ujmują realia rzeczywistości, w tym przypadku, zauważmy, że informacja, którą niesie fotografia, po ustaniu trwania nośnika, staje się niedostępna. Dobrze, niech tam, trwanie na papierze/dysku w funkcji obrazka lepiej opisuje fotografię.
Szczególnym przypadkiem jest trwanie ufundowane poprzez gest zachowania fotografii Niedoskonałej/Nieczytelnej/Nieostrej. Ja sam, niestety, w takich gestach byłem oszczędny. Spędzałem kiedyś sporo czasu w ciemni fotograficznej ale niewiele ocaliłem odbitek N/N/N, pamiętam te omdlałe w letnim utrwalaczu papierowe truchełka zdjęć nieudanych, które rwałem i wyrzucałem, zacierając ślady własnych nieumiejętności. Te, które trafiły na suszarkę i przetrwały mimo niedoskonałości były wynikiem decyzji o „ratowaniu” ze względu na zawarty w nich cień informacji i emocjonalny kontekst.
Kontekst tych kilku zachowanych przeze mnie zdjęć pozostaje czytelny dla niewielkiego grona osób i ustanie wraz z pamięcią, ich wartość bez czytelnego kontekstu spadnie, te fotografie staną się bezimienne, a ich niska jakość jeżeli chodzi o niesioną informację spowoduje, że będąc nieczytelnymi zostaną kiedyś zniszczone chyba, że ktoś zachowa takie nieme zdjęcie dla niego samego.
Pamiętam kiedy byłem dzieciakiem, Babcia, ta z gór, ganiała nas w Zaduszki, żeby posprzątać i zapalić świeczki na niewielkim cmentarzu żołnierzy austryjackich poległych podczas bitwy w czasie I WW. Niewiele wiedzieliśmy o tej bitwie, a jeszcze mniej o poległych żołnierzach, ich często bezimienne groby rozmywające się w ziemi, nieostre i nieczytelne, a jednak rozświetlone światełkami niewiele mniej niż położony w sąsiedztwie cmentarz parafialny to ważna składowa mojego imaginarium. Chcę szukać w Sensibilitas siły do trwania.